środa, 18 lutego 2015

20. William Odair

WAŻNY KOMUNIKAT!!!
JEŚLI KTOŚ Z WAS CHCĘ DOSTAĆ NOTKĘ NUMER 19 (+18) TO PROSZĘ SIĘ ZWRÓCIĆ DO MARTYNY BORNIKOWSKIEJ (facekookowa ja) lub napisać do mnie wiadomość na https://www.facebook.com/katnisspeetazawsze
- tina
####################
Budzę się, słysząc walenie do drzwi. Zdezorientowana otwieram oczy i rozglądam się po pokoju. Czuje przyjemne ciepło na stopach. Spoglądam na nie i widzę, że promienie słońca delikatnie łaskoczą moją skórę. Uśmiecham się sama do siebie na wspomnienie wczorajszej nocy. Czuje lekkie i przyjemne mrowienie w palcach. Mam ochotę skakać ze szczęścia. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną w całym Panem. Znalazłam miłość mojego życia, a nie każdy ma tyle szczęścia. Peeta rozkochał mnie w sobie na dobre. Zrobiło mi się jednak trochę smutno, że szczęśliwsza być już nie mogę. Odgoniłam dołujące mnie myśli jak najdalej od siebie. Słyszę odgłos kroków Peety i otwieranych drzwi.
- Peeta!- słyszę kobiecy pisk. Jest on bardzo znajomy, lecz nie potrafię dopasować znajomego głosu do konkretnej osoby.
- Annie!- Peeta śmieje się jednak stara się być jak najciszej. Zapewne myśli, że wciąż śpię. Jakby inaczej. Na dźwięk jej imienia zrywam się jak poparzona i podbiegam do czarnej walizki stojącej pod ścianą. Odpinam zamek błyskawiczny i otwieram ją. Wyglądam przez okno, żeby dopasować swój strój do pogody. Niebo jest idealnie niebieskie. Jak ja uwielbiam ten kolor. Co prawda nie zmieniłam zdania i nadal moim ulubionym kolorem jest zielony. Błękitny zajmuje natomiast drugie miejsce. Zapatrzyłam się na niebo. Czuje przyjemne ciepło od, którego nie mam ochoty się uwolnić. Po chwili moich uszu dochodzi jednak płacz małego dziecka. Przytomnieje. Pospiesznie przeglądam ubrania i zakładam bieliznę. Potem wciągam na siebie czarny top i jeansowe spodenki. Nasz apartament jest wykonany w ten sposób, aby z każdego dowolnego miejsca widać było kawałek nieba. Niemal wszystkie ściany wychodzące na zewnątrz składały się tylko i wyłącznie ze szkła. Bardzo mi się to podobało. Zapewniono nas teraz, że szyby są przyciemniane, więc nikt nie naruszy naszej prywatności. Hm... Tak. Jeżeli w tym dystrykcie jest taki ktoś, kto jest w stanie podglądać kogoś mieszkającego na siedemnastym piętrze cztero gwiazdkowego hotelu to rzeczywiście lepiej dmuchać na zimne. Wychylał głowę za futrynę drzwi do salonu. Od razu rzuca się w oczy czerwona kitka Annie. Zwariowanej zwyciężczyni z czwórki. Samotnej matki i... Wdowy. Biedna Annie. Spoglądam na Peete. Po sekundzie dostrzegam małe zawiniątko w jego ramionach. Maleńki chłopczyk śmieje się do niego i wierzga jak najszczęśliwszy malec na świecie. Maleństwo chwyta go za nos i gryzie jego palce u rąk. Peeta cały czas się śmieje. Na ten widok po raz kolejny zaczynam zazdrościć Annie. Dochodzę do wniosku, że z Peety byłby idealny ojciec. A ja? Jak sprawdziłabym się w roli matki? Jestem bardzo ciekawa czy poradziłabym sobie w połowie dobrze tak jak ona. W końcu jest sama. Widzę jak Peeta chwyta jego matką rączkę i kiwa nią w tę i z powrotem zupełnie jakby się z nim witał. Chłopczyk na sto procent darzy go sympatią, bo nawet na moment nie przestaję się uśmiechać. Wpatruje się w niego niczym w obrazek. Wygląda tak... Tak... Odpowiedzialnie z dzieckiem na rękach. Kto wie... Może my też się kiedyś doczekamy dzieci. Nie jestem pewna czy jestem na to gotowa. Już chcę wejść do środka, kiedy wzrok Annie pada na mnie. Dziewczyna uśmiecha się szeroko, a ja jestem w szoku. Jeszcze nigdy nie widziałam jej uśmiechu. Co więcej, jeszcze nigdy nie słyszałam jej melodyjnego głosiku. Znaczy, słyszałam go, parę razy. Zawsze, jednak szeptała, więc ciężko było zapamiętać szczegóły jej głosu. Annie podbiega do mnie i mocno ściska.
- Oh Katniss. - szepcze do mojego ucha, a ja oddaje uścisk.- Tak wspaniałe jest cię widzieć.- delikatnie się do niej uśmiecham.
- Ciebie też Annie.- nagle Annie poważnieje.
- No to teraz powiedz mi... Co to ma znaczyć, że nie zawiadomiliście mnie o swojej wycieczce do czwórki?- warczy. Jestem tak zaskoczona, że tracę zdolność mówienia. Mimo to zastanawiam się jak mam jej odpowiedzieć. Spoglądam na jej twarz... I wtedy... Zauważam, że jeden z kącików jej ust lekko drga. Robię tak oskarżycielską minę, że Annie traci cały rezon i wybucha śmiechem.
- Ha Haha, jakie to śmieszne.- kpie. Ja się już zaczynam bać, a ona po prostu się ze mnie nabija!
- Nie gniewaj się Katniss. To tylko taki żarcik.- mówi z trudem, hamując kolejną falę śmiechu. Kiedy widzi moją minę stara się od razu załagodzić sytuacje. Chwyta mnie za ręce i patrząc mi w oczy, błaga.- Oh Katniss... Błagam. Nie gniewaj się.- jej głos jest tak uroczy, że mimowolnie się uśmiecham. Annie uznaje to za przebaczenie, po czym znowu mnie ściska i wraca na kanapę.
-Jak tam? Co u was słychać?- dopiero teraz Peeta zwraca na mnie uwagę. Odwraca się w moją stronę i uśmiecha szeroko.
- Wspaniale. William to mały aniołek. Już potrafi nawet pływać.- Annie jest wyraźnie dumna ze swojego syna. Kiwam głową. Uśmiecham się jeszcze szerzej. Podchodzę bliżej do Peety z dzieckiem na rękach. Mały William wije się niczym mały robaczek. Kopie nóżkami i gaworzy coś pod nosem. Swoje malutkie piąstki zacisnął na koszuli Peety. Zamieram na chwilę zauroczona jego urodą. Jego morskie oczy pobłyskiwały, a dosyć mocno opalona skóra na jego okrągłej twarzyczce idealnie współgrała z jego króciutkimi rudymi loczkami. Poczułam, naglę czyjąś dłoń w pasie.
- Dzień dobry.- szepcze Peeta. Z tego, co zaobserwowałam... Mówił to do mnie.
- Cześć.- mówię nadal pochłonięta oglądaniem małego Willa.
- Jak się spało?
- Katniss obudziliśmy cię? Naprawdę przepraszam, jest dosyć późno. Myślałam, że już nie śpicie. - Rzuca Annie z żalem w głosie.
- Tak, ale nic nie szkodzi.- nagle uświadamiam sobie, że nie wiem nawet, która jest godzina. Spoglądam na zegarek i rozdziawiam usta. 11.54. 11.54!!!
- I co zdziwiona?- śmieje się Peeta. Kiwam głową.- Cóż, przynajmniej się wyspałaś po ciężkim dniu..
- Chcesz go potrzymać?- Annie zwraca się do mnie. Kiwam energicznie głową. Peeta podaje mi słodkiego bobasa. Mimo że nigdy nie myślałam nawet, że ja Katniss Everdeen będę się zastanawiała nad tym, aby zajść w ciążę, to poczułam jak rośnie we mnie instynkt macierzyński. WILL był naprawdę wyjątkowy, bo odziedziczył coś od każdego swojego rodzica. Kruchość i rude loczki po Annie. I pewność siebie oraz oczy Finnika. Annie ma szczęście. Ja też chcę takie mieć. Takie małe szczęście.

1 komentarz:

  1. Wysłałabyś mi notkę nr 19 na ten adres e-mail: annadabr2003@wp.pl
    Z góry dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę o całkowitą szczerość w komentarzach. Pozwalam na wszelką krytykę, ale proszę wstrzymać się przed wulgaryzmami i treściami urażającymi. Poza tym możecie mi napisać co chcecie, a nie obrażę się.